czwartek, 20 lutego 2014

Prolog

Życie nie jest tak proste jak nam się zdaje. By coś osiągnąć trzeba być twardym, nieugiętym, nie okazywać strachu i zawsze walczyć o swoje.
Świat jest niesprawiedliwy, okrutny, bezlitosny, pełen niebezpieczeństw i dlatego powinnyśmy umieć się bronić, ja nie muszę......

Nazywam się Hope i od zawsze wychowywałam się na Brooklynie , z rodzicami i moim młodszym bratem Jamesem. Od zawsze miałam do czynienia z bronią ,gdyż tata ją sprzedawał ,toteż znałam się na niej, jak nikt inny.
Żyłam w dostatku, niczego nam nie brakowało, a to co chciałam dostawałam.
Mój cały szczęśliwy bez trosk i zmartwień świat uległ jednak w gruzach, gdy jak miałam 12 lat umarła mama, która zachorowała na raka. Po stracie mną i bratem opiekował się ojciec, który również odczuł na sobie stratę żony, było mu bardzo ciężko ale starał się nam zapewnić matkę oraz jak najlepsze warunki.
Nie zagłębiałam się w pracę mojego ojca , ale wiem że to stało się przyczyną jego szybkiego odejścia 2 lata po mamie. Gdy życie zabrało nam to co kochaliśmy najbardziej i wszystko do czego  moglibyśmy  wracać, schronienie znaleźliśmy u babci, która nie chciała by nas rozdzielono oddając nas pod opiekę do rodzin zastępczych. Było gorzej lecz nie tragicznie, babcia była osobą w podeszłym wieku toteż musieliśmy pomagać finansowo jej na nasze utrzymanie i musieliśmy szybko podjąć jakąś pracę.
W miarę mijającego czasu zaczęłam szukać informacji o moim ojcu .
Zdobyłam kontakt do znajomych od których dowiedziałam się dużo ciekawych rzeczy o jego pracy.
Udałam się do wujka który mieszkał niedaleko i poprosiłam go by mnie polecił. Nie chciał się zgodzić iż twierdził, że jest to bardzo niebezpieczne i nie powinnam tam się mieszać a poza tym oni nie lubią nowych. Jak zawsze byłam uparta aż w końcu się zgodził.
Polubili  mnie i obdarzyli zaufaniem, na co pracowałam przez dłuższy czas zamierzając osiągnąć taki efekt.  Zyskałam znajomości, przyjaciół, ochronę ,znałam się na fachu i byłam najlepsza siedziałam tam już długo a szef mafii traktował mnie jak własną córkę której nie miał a  Jamesa jak swego syna .
Mijały lata a wieku przybywało również babci która zostawiła nas niedługo później.
Zostaliśmy skazani na siebie a ze ja byłam starsza miałam pod opieką  Jamesa.
Nie mieliśmy się gdzie podziać, a przygarnął nas Michel (szef) który z chęcią odstąpił nam dwa  pokoje z jego luksusowej willi z basenem.
Po pewnym czasie podjął się zaadoptowania nas. Wszystko przebiegło pomyślnie i tak wylądowaliśmy tu. Czas mijał w zawrotnym tępię a Michel był świetnym ojcem zastępczym.
Tak go dziś wspominamy patrząc na testament ....
Nie miałam sił by go otworzyć dlatego zrobił to  James .

I tu jest początek naszej przygody...........

3 komentarze:

  1. Hej :)
    No nawet ciekawie się zapowiada.
    Mam nadzieję, że będziecie tutaj często pisać rozdziały :)
    Mam tylko jedną uwagę, ale nie wiem czy to tylko u mnie się tak dzieje. Więc lewa strona, gdzie są te zakładki, u mnie jest ucięta w połowie. I nie wiem, jakbyście mogły ją orzestawić na prawą stronę jak się da oczywiście. Jak nie to jakoś przeżyję :)
    Zapraszam do siebie

    http://mystoryiscrazy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. proszę o wchodzenie w zakładki spam oraz pytania :)

      Usuń
  2. Uspokój się z tymi kropkami. Trzy w zupełności wystarczą :)
    Dobra, dawajcie next'a, może będzie lepszy.

    OdpowiedzUsuń