poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział. III "To zawrzyjmy pakt"




 In thy realm of mud and hate
Hold me in your marble embrace 



- Nienawidzę tej suki. Nienawidzę jej, ale już niedługo. To wszystko się skończy. Tak, oj tak…Już niedługo. Nie mogę się doczekać aż zobaczę ją zmieszaną z błotem, krwią i jej własnymi wymiocinami – szeptałam sama do siebie przemierzając ciemne o tej porze uliczki. Nie jestem pijana! Pod sufitem też mam równo! Po prostu muszę czekać niewiadomo ile na to aż marzenia się spełnią. Dosyć mam odstawiana tej szopki. Tej kompromitacji. Jestem lepsza od niej, a muszę udawać. Znudziło się mi bycie jej najlepszą przyjaciółką i niańką w jednym. Jaka ona jest ślepa. Dziecina myśli, że jest ponad wszystko, udaje twardą, a tak naprawdę nawet ten jej cały przybrany tatuś miał ją w dupie i oddał interesy Jamesowi. Czego ona się spodziewała? Dziewczyna szefem gangu? To chyba tylko w ostro wyreżyserowanym i nadmuchanym porno. Z drugiej strony ten cały chłoptaś nie nadaje się nawet do czyszczenia butów.


Aha! Skręcam w kolejną szaro-burą uliczkę i co widzę? O wilku mowa. W zasadzie myśl… Bez różnicy! W każdym razie na starym obdrapanym budynku wyżywa się braciszek mojej „kochanej przyjaciółki” ubrany w strój do biegania. Ej, coś mi tu nie gra. O ile dobrze pamiętam monologi Hope ( jej zdawało się, że słucham, więc śmiało nazwę to monologiem), to jej brat nie ma w zwyczaju biegania. A tak w ogóle boks ze ścianą? Serio? Jak bardzo trzeba być upośledzonym? Zwracam honor, rodzina Hope.

Może zacznę teraz. Los zwleka z wystawieniem jej nogi i znalezieniem dla mnie okazji. Niby czasu dużo, ale… Och jestem genialna! Sherlock powinien mi drogę wylizywać! Patrząc na to, że James raczej nie nadaje się na żadnego przywódcę, Hope mówiła, że tylko on dostał list, ale chyba go nie widziała nawet na oczy, braciszek nie biega, czyli chciał pomyśleć, biję ścianę, co świadczy o tym, że w głowie biję myśli. Podsumowując. Moim zdaniem „tatuś” zostawił dwa listy. James zataił list Hope, a to ona miała zostać szefem. Buhahahaha. To się porobiło. No jak takiej okazji nie wykorzystać? Zaraz będziesz leżeć suko! Masz moją gwarancję. A twój braciszek jest idealnym kretynem, żeby go wykorzystać.



- Hej James. Coś cię chyba gryzie – podeszłam kładąc mu rękę na ramieniu. A on nadal boksuje ścianę. OSIOŁ.



- Wydaję ci się – mruknął.



- Proszę cię… Boksujący ścianę chłopak grubo po 22. To z pewnością normalny widok! Tak… - wzruszyłam ramieniem. Jeszcze chwila, a rzucę nim o tę ścianę!



- Oj tam. Kto powiedział, że muszę być koniecznie normalny? A ty, co robisz tu o tak późnej porze?



- Hm… - zaczyna być milszy. Podoba mi się! – Wracam zła od twojej siostry.



- A czemu zła? – rybka połknęła haczyk! No to mamy dziś łososia.



- A bo wiesz. Pokłóciłam się z tą… Powiedziałabym niezbyt ładny epitet, ale ty tu jesteś. A brat stronę siostry trzyma.



- Daj spokój! Myślisz, że ja ją kocham, lubię? MYŚLISZ, ŻE JA JEJ CHCĘ?!



- To twoja siostra. Myślałam, że…



- To źle myślałaś! – krzyknął na mnie odrywając się od bicia tej biednej ściany. Widząc moją wymuszoną, smutną minę dodał ciszej: - Przepraszam



- Spoko. Ale… Jak to jest, że jej nie chcesz?



- Od małego tylko Hope to, Hope tamto, spójrz na Hope, a Hope. Hope na Hope z Hope i Hope poganiał! A ja? Gdzie JA w tedy byłem? Wart nic, poniewierany. A tej pindzie to pasowało. Nie wstawiała się za bratem! Wręcz przeciwnie! Dlaczego w końcu wielka Hope miałaby to zrobić!? Ale nadszedł czas śmierci tego durnia! Myślałem, że to będzie wielki dzień. MÓJ DZIEŃ! I co? Nic! Znowu Hope na pierwszym miejscu. I wiesz, co zrobiłem? Wykorzystałem jej naiwność. To ona miała być szefem tego pieprzonego gangu! Rozumiesz?! ONA! Ale ja nie mogłem do tego dopuścić! Żeby przez wybór kolejnego palanta, moja siostra była lepsza ode mnie. Nie interesuje mnie teraz, że zaraz polecisz do Hope oznajmiając jej, co wiesz. Leć! Śmiało! Nie zastanawiaj się – zrobiło się ciekawie. Już myślałam, że zasnę słuchając tych jego opowieści o pokrzywdzeniu przez los.



- Nie polecę, bo ja też jej nie lubię – stwierdziłam przywalając w ścianę zbyt mocno i robiąc przy tym sporą dziurę. – UPS.



- Nie udawaj, że to przez przypadek. Obserwuję cię wystarczająco długo by wiedzieć, że jesteś silniejsza niż ktokolwiek by pomyślał. I to raczej nie efekt karnetu na siłownie – hahahaha. Czy wszyscy w rodzinie Hope są tacy naiwni? Ziewać mi się chcę.



- Posłuchaj, nie chcesz Hope? – spytałam przybliżając swoje czoło do jego.



- Nie chcę Hope – potwierdził patrząc na moje usta. Mam czas na zabawę? Mam…



- To zawrzyjmy pakt – uśmiechnęłam się lekko przybliżając do jego ust. – Ja powiem Ci, kim jestem, pomogę zdobyć wszystko, czego pragniesz, – powiedziałam oddalając się od jego twarzy – a w zamian ty pomożesz mi się pozbyć, Hope i coś jeszcze, co sobie potem wymyślę – kolejny uśmiech w jego stronę. Lubię grać. Ym… Ale robi się nudno. Przygwoździłam, więc chłopaka do ściany tuż obok dziury napierając jedną nogą na jego kroczę. Jego oczy? Pff… Typowy chłopak. Ból, pożądanie, panika. Zanim pójdę z nim do łóżka o ile w ogóle pójdę musi się wykazać. Jak na razie mogę mu kupić jakąś dmuchaną Pamelę czy Angelę. – Umowa stoi?



- Em… - tak wiem, że musisz pomyśleć, bo jak na razie stoi ci coś innego. Gdzie nie pójdziesz, co nie zrobisz reakcja taka sama. – Dobrze, a więc zawrzyjmy pakt – odwrócił sytuację i teraz to ja miałam za plecami ścianę, a przed sobą jego. Dyskretny uśmiech. Czuję, że nie sędzię mi się nudziło. Ja to wiem.



- A więc muszę się pojednać z twoją siostrą – stwierdziłam.



- Chwila. Miałaś mi powiedzieć, kim jesteś – zaprotestował. Serio? James Naiwność.



- Przecież wiesz, jestem Chloé



- Nie oto mi chodziło.



- Jestem Chloé – zniknęłam z jego ramion zostawiając w jego głowie tylko śmiech. „Boże, jacy Ci ludzie są głupi” pomyślałam leżąc na swoim łóżku. Swoją drogą przydałoby się coś do jedzenia. Gdzie ja w tym domu miałam kuchnię?

----------------------------------------------
Po pierwsze rozpiszę się.
Po drugie jak Lusia " przepraszam za to coś"
Po trzecie nie zawsze piszę takie upośledzone rozdziały, ale słuchając Marilyna Mansona-This Is The New Shit i wiedząc o czym on śpiewa nie da się inaczej :)
Po czwarte bez namysłu to wstawiam, bo wczoraj zaczęłam, ale mój piękny tablet musiał się wyłączyć i skasować wszystko i trzeba było all over again
Po piąte przedstawiam się! Jestem Sativa! Dzięki
Po szóste miał być obrazek ale nic mi nie pasowało
Po siódme co ja chciałam napisać...?
Po ósme już wiem, nie mam w zwyczaju dawać tak krótkich rozdziałów,ale jakoś nie mogłam chociaż trochę  pozmieniałam.
Po dziewiąte zachęcam do sprania mi tyłka w komentarzu! Uwielbiam hejty i hejterów... Mrauuu. Dobra pogrzało mnie, ale to już wiadomo.
Po dziesiąte przepraszam za błędy!

Dziękuję
Pozdrawiam

 Sativa

2 komentarze:

  1. Wiesz co? Fajnie opisane :)
    Mam jedną sugestię-mogłybyście pisać np. U góry z czyjej jest co perspektywy? Wystarczi imię albo coś. Chyba, że to tak specjalnie. Czasem się nie ogarniam kto to jest. Dopiero pod koniec się skapnęłam, że to Chole.
    Z tej strony to wszystko.
    Jestem ciekawa, co będzie dalej c;
    Weny wszystkim piszącym i do następnego!

    OdpowiedzUsuń